środa, 6 marca 2013

Na ciepło

60 dzień projektu, 53 dzień szóstki weidera i diety south beach.
Rezultaty: 75 kg i 89 cm.

Mam żonę najwspanialszą na świecie, która myśli o swoim mężu, jak mu pomóc w jego problemach. Właśnie wczoraj kupiła, specjalnie dla mnie termoaktywne serum zawierające kofeinę, algi i jakieś tam rozmaite składniki, co podobno mają przyspieszyć manualny drenaż limfatyczny. Do tego pożyczyła mi także swojego masażera (nie mylić z masażystą), aby ten drenaż lepiej uskutecznić.

Po użyciu zaobserwowałem okropne grzanie, tzn. pieczenie skóry. Ma to przyspieszyć spalanie tłuszczu i wzmocnić efekty treningu.

wtorek, 5 marca 2013

Już prawie dwa miesiące

59 dzień projektu, 52 szóstki weidera i diety south beach
efekty: 75 kg i 89 cm


Wykres pokazuje powolne przybliżanie się do celu, do którego brakuje mi 2 cm i 5 kg. W tej chwili założony cel centymetrowy wydaje się mało ambitny w porównaniu z kilogramowym. Prawdopodobnie potrzebna będzie korekta.
Lubię patrzeć na te wykresy, bo widzę coś, co na początku wydawało mi się niemożliwe. :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Efekt przerwy

58 dzień projektu, 51 dzień szóstki weidera i diety south beach.

Efekty treningu: 75 kg (!) i 89 cm.

Znów po przerwie poprawiają mi się wyniki, bo doszedłem bez wysiłku do granicy 75 kg. Interesujący jest ten efekt przerwy. Z jednej strony pojawiają się wyrzuty sumienia, bo nie utrzymałem samodyscypliny i czuję się rozleniwiony, ale z drugiej strony odpoczynek sprawia, że mam więcej energii do działania. Hm.
Następnym razem wykorzystam efekt przerwy w sposób zaplanowany. :)

niedziela, 3 marca 2013

Po przerwie

Efekty treningu: 76 kg i 89 cm
57 dzień projektu, 50 dzień szóstki weidera i diety south beach.

Dwa dni przerwy nie wpłynęły znacząco na wagę ani wymiary.
W tym czasie moje postanowienie o niejedzeniu po 18:00 zostało zawieszone. Jest mi wstyd z tego powodu, ale bardzo potrzebowałem moją uwagę skierować na inne sprawy życiowe i osiągnąłem w nich sukces. Cóż, warto było. A teraz czas powrócić do normalnego trybu działania.

czwartek, 28 lutego 2013

18:00 - straszna godzina

Rezultaty dzisiejszych starań: 76 kg i 90 cm;
Dzisiaj mi się spieszyło z wyjściem z domu i opuściłem trzecią serię. Może nadgonię innym razem ;)

54 dzień projektu, 49 szóstka weidera, 47 dzień diety south beach.

Oj, ciężko mi wytrwać z niejedzeniem po 18:00, ale usłyszałem, że niektórzy od lat tak robią i żyją. Podobno można do tego przywyknąć jak do niesłodzenia herbaty. Trudno mi to sobie wyobrazić.


środa, 27 lutego 2013

Wściekłość = nadzieja na sukces

Efekty dzisiejszego treningu: 76 kg i 90 cm

53 dzień projektu, 48 trening szóstką weidera i 46 dzień diety south beach.

Spowolnienie odchudzania bardzo mnie wkurzyło. Do tego stopnia, że postanowiłem to odreagować na basenie i płynąłem dzisiaj 2 km. Postanowiłem też, że od dzisiaj przez dwa tygodnie nie zjem nic po godzinie 18:00. Zobaczymy co powie mój brzuch tym razem na takie postępowanie.

wtorek, 26 lutego 2013

:)

52 dzień projektu, 47 dzień treningu szóstką weidera i 45 dzień życia zgodnie z nawykami diety south beach.

Efekty z dnia dzisiejszego: 76 kg i 90 cm.

Cieszę się, że dzisiaj wytrwałem. Najfajniejszy jest prysznic po treningu i satysfakcja, że dałem radę.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Inspirujące obserwcje z siłowni i własnego doświadczenia

51 dzień projektu, 46 trening szóstką weidera i 45 dzień życia zgodnie z nawykami diety south beach.

Efekty treningu: 76 kg i 89,5 cm.

Dzisiejsze obserwacje mam takie, że kiedy wysiłek jest już bardzo trudny do zniesienia, to w umyśle pojawia się niechęć, a może nawet wstręt do treningu i bardzo to obniża motywację. Szczególne ataki niechęci przychodzą przed każdą serią. Wniosek: nie mogę się spieszyć ze zwiększaniem obciążenia. Chyba po prostu za bardzo przyspieszyłem, bo wykonuję już 30 powtórzeń zamiast 26.

Chyba zaczynam rozumieć tych facetów, którzy w siłowni po każdej serii stoją przed lustrami i podziwiają swoje muskuły. Oni po prostu stosują wobec siebie taką zachętę. Nagradzają się pięknym widokiem swoich sukcesów. Muszę to rozważyć w kontekście psychologii pozytywnej, która zachęca do tego, żeby sobie przeżywać satysfakcję, bo człowiek w stanie satysfakcji, czy szczęścia, jest bardziej efektywny niż w stanie neutralnym, stresu, albo braku pozytywnych uczuć i emocji. Wniosek: jeżeli chcę być bardziej skuteczny, to muszę tak zrobić, żeby trening był dla mnie przyjemnością. Muszę wymyślić sobie nagrody.  A na razie...